"144. Niczym koń pełnej krwii trącony batem, natężaj się, niech wypełnia cię duchowa tęsknota. Przez wiarę i moralną czystość, wysiłek i medytację, dociekanie prawdy, bogactwo nauki i cnót oraz uważność - zniszcz to niezmierzone cierpienie."
"(...) Ludzie dobrz panują nad sobą"
Obudził się rano: w jego szlu sen: w jego skroniach siano: jego płaty czołowe: wilgotne jak śledzie: leży na chłodnym blacie: chłodne stopy: identyfikacja potwierdzona: brak tożsamości: przeszłe dni: w jego szalu lew: ryczy z bólu: jego pazury szukają zawiasów: słodkie skrzypienie: polne kwiaty: piękni, naiwni i uśmiechnięci: wieczór jak na płótnach Goyi: Y no hai remedio: stąd nie ma sensu uciekać: to toksyczna wyspa:
-A więc jesteś wyspiarzem swojej ciemnej samotności
-Moja świadomość jest ciemna, to się nie dzieje naprawde, to wszystko się dzieje w mojej głowie chociaz Ty jesteś namacalna
-I usta zwilżone
-Awersja do społeczeństwa. Twoja ignorancja. Zrozumiałe. Ale dlaczego? Pytanie zadane absolutowi.
kran: umył zęby: zapomniał o zębach: skupił się na swoim egozimie: wymarzone legowisko: za ścianą siedziba wszelkiego zła: złowroga lodówka: chłodni ludzie: ich gorące wargi: codziennie te same przekleństwa: zaprzeczenia: i błaganie o miłosierdzie: wody!: tygrysy wspinają się wzwyż tej prerii: łodygi cukrowe: sumienni murzyni w słomianych kapeluszach: uraza do mojej matki: tak cicho: tak blisko: nakaz za nakazem: wróć: zamieszkaj razem ze mną: niech te chwile staną się wiecznością: zasmakuj w wieczności:
-Tutaj widzę że widzisz mnie nad brzegiem szumiącego nocnym granatowym błękitem i pianą południowego morza. włosy na wietrze. Błękitne koraliki i różowa pamiętna sukienka: globalny sprzeciw wobec gwałtu: dlaczego ja Ciebie wtedy nie dotknełem: w tej chwili przypomina mi się twój wzrok.
-Takich rzeczy nie powinno się niszczyć. Powinno się je pielęgnować.
-Dlatego zostałeś sam, synku.
-Słyszę głosy, słysze je całymi dniami: każą i rozkazują mi się lękać miłości.
-Spaliłeś się jak ćma
skulony w pustce wokół swoich jelit: szumiąca niewidzialna czerwona rzeka: wojny obu półkul: tam gdzie republika oceanu cierpienia spotyka się z rewolucją: teraz Ty mów: Ty złota osoba która nie istniejesz
-Przecież mogłeś na mnie dzisiaj spojrzeć
samochód starej marki z anielskimi skrzydłami przelatuje nad światłami: wewnątrz jego jadą szkielety na spotkanie z pyłem: pył który kosztuje pół pensji pielęgniarki: zaopiekuj się moim mózgiem: ja wyjeżdżam jutro na wakacje
-Nie martw się, będę podlewać roślinki.
Więc wskakujesz do morza pod jego powierzchnią widzisz jego tajemnice, zachwycony jesteś wprost i chociaż rzeczy idealne chyba nie istnieją: ale właśnie zaskakuje Cię to co nie istnieje: odczuwasz podniecenie kiedy pozwolisz się unosić falom: morska piana jest twoim przyjacielem i głaszcze twoją potylicę, twoje ramiona: kamienne ramiona: osoba aspołeczna: nie wiesz kiedy, w jakim momencie tej legendy zostajesz bezlitośnie wyrzucony na brzeg: bez oparcia: skulony: otępiały: bez uczuć: widzę porzucone puszki i opony: szukając współczucia: wracam martwy: za godzinę północ: środek listopada: porzucony jak liście: bez skarpetek: wiatr głaszcze łydki: szepcze że śmierć to dopiero początek: poszarpane naczynia krwionośne: ślina aniołów: to nie tak miało być: eksplodująca pomarańcza w głowie i dojmująca szarość: gdzieś pomiędzy polami zagubiłem swoją dobrą drugą część: szepcz mi te słowa do ucha: sztandary powiewające na wietrze